Jestem zachodami słońca

Od kiedy pamiętam fascynowały mnie światełka i wszystko co mrugało. Latarnie, które mijałam po drodze jadąc samochodem z rodzicami. Kierunkowskazy w innych autach, sygnalizacja świetlna. Wtedy kiedy padał śnieg i każda śnieżna gwiazdka błyszczała w zimowym słońcu. Pamiętam też odblask słońca w wodzie w studni, do której zagladałam spędzając wakacje na Podkarpaciu, w krainie magii i nieba czarnego jak smoła. Uwielbiałam kiedy coś błyszczało i świeciło się. Ponad wszystko kochałam też ogień. Mogłam godzinami się weń wpatrywać. Te wszystkie błyskotki lubię do dziś. Kiedy co sił w nogach pędzę na zachód słońca często czuję się tak jakby mama zawołała mnie własnie na pyszny deser. Bo zachód słońca jest dla mnie właśnie taką nagrodą, podsumowaniem dnia. W tym podsumowaniu wyraża się moja wdzięczność za to co wydarzyło się danego dnia, za to czego doświadczyłam, co przeżyłam. Pamiętam słowa nowojorskiego pianisty jazzowego, z którym spędziłam bardzo wartościowy czas.  Czas na rozmowach o życiu, o energii, o mocy przyciągania wielu rzeczy do naszego życia. Na naszej drodze co chwila w Kaliszu wyrastali bezdomni. Mówiłam, że zawsze tak mam. On odpowiedzial: - Karolina, stają na Twojej drodze, bo czują światło, miłość i siłę, która jest w Tobie. Mam podobnie - kontynuował. Kiedy w nowojorskim metrze są tysiące ludzi, bezdomni zawsze wybierają mnie. Dziś to wiem. Wiem, że każdy z nas jest światłem. Każdy jest nieskonczonością potencjałów. Każdy z nas jest miłością i zachodami słońca.