Pamiętnik z Rajasthanu część 2

- Koralina, to co, polecisz ze mną do tych Indii?

Hmm, i znów tysiące wątpliwości, skąd pieniądze, co ze zwierzakami, czy Konstancja leci z nami, co z jej szkołą, przecież ja nie znam tego kraju, nie znam ludzi, ich nastawienia, kultury, reakcji. A co jeśli na miejscu zachorujemy? Tak, na pewno będę miała biegunkę, z której się nie wygrzebię… Kto nam tam pomoże? Przecież to zacofany kraj, krowy chodzą po ulicach, a prochy zmarłych wrzucają do rzeki.

Od kilku lat śnił mi się jakiś czerwony niezdobyty fort, ale bałam się tego snu, a raczej uczuć i emocji, które tym marzeniom sennym towarzyszyły. Obserwowałam go z oddali. Fort znajdował się na górze, lekko na prawo. Wdychałam kurz, który unosił się w powietrzu i oblepiał moje ciało. Fort był opuszczony, nikt go nie zamieszkiwał, a ja cały czas zastanawiałam się gdzie podziali się ludzie i co ja tam robię. Wracałam tam po to, żeby wszystko przeżywać od nowa – pustkę, smutek, a potem strach. Musiałam uciekać, tylko dokąd? Jaki był cel moich podróży sennych?

Kiedy temat wyjazdu do Indii pojawił się w naszym domu motywy indyjskie zaczęły towarzyszyć mi wszędzie. Zgwałcona turystka – krzyczały gazety, Misja Gospodarcza Wielkopolskich Przedsiębiorców do Indii, warsztaty malowania mandali. Wszystko wokół wołało. Kotka Siri przygarnięta z kaliskiego schroniska też niosła ze sobą wiadomość. Przeglądarka google mówi, że słowo Siri oznacza Lakshmi, hinduska bogini szczęścia, bogactwa i piękna, żona boga Wisznu, matka Kamy. What the fuck?

Tak, naczytałam się „Sekretów” i innych, ale nie do końca wierzyłam, że przyciąganie myśli będzie dotyczyło również mnie. W rezultacie uznałam to za niezłą zabawę. Let’s play a game! Dobra, wchodzę w to.

Architektoniczny klejnot Indii? Taj Mahal. No jasne, tam na ławeczce podczas wizyty w Indiach siadywała księżna Diana, żona księcia Karola. No, skoro ona tam była to dlaczego ja miałabym się tam nie wybrać?

Kolejne pytanie – jaką nazwę nosi charakterystyczny kobiecy strój indyjski? No pewno, że sari! Jak ja dużo wiem o Indiach! Wpadam w samozachwyt. Już prawie mogę tam jechać.

W weekend kupujemy pączki i idziemy na kawę do rodziców.

- Słuchajcie, chcielibyśmy Wam coś powiedzieć. Nie, nie jestem w ciąży. Lecimy do Indii.

- Jezus Maria Józefie Święty, Janek – to znany, popularny, dość często stosowany komentarz dramatyczny mojej Mamy.

Uśmiech pojawił się na naszych twarzach. Reakcje dokładnie taka jakiej się spodziewaliśmy. Wielkie niedowierzanie, zaskoczenie.

- Czy Wy wiecie co Wy robicie? Przecież pojęcia nie macie w co się pakujecie! Dziecko zabierają! A choroby, szczepienia, brud, Jezus Maria...       c.d.n.

***

Pamiętnik z Rajasthanu część 1